Luźne przemyślenia na temat leków OTC, suplementów diety i magicznych ingredientów

with Brak komentarzy

Przeniesiony z poprzedniego bloga – post z 21-03-2017

Obecnie często jesteśmy atakowani różnymi reklamami dotyczącymi suplementów diety, witamin i wspomagaczy (my z reklam już wiemy, co wziąć, gdy na survivalowym wypadzie piździ i jest mokro, a konar nie płonie – to wcale nie jest kwestia mokrej podpałki i braku otwartego ognia!). Generalnie niby mi to nie przeszkadza, jednak zalew tego typu przekazów w mediach jest tak potężny, że trudno przejść obok tego obojętnie. Równie dużo atakuje nas już w samej aptece.

Reklamy, promocje, obniżki, banery i okienka, a teraz ten sam produkt jest już MAX albo STRONG i ma najwyższą możliwą dawkę bez recepty, etc. Kup więcej, a zapłacisz mniej. Weź pigułkę! źródło: Wikimedia

KUP MNIE, KUP MNIE! Właśnie tego chcą od nas koncerny farmaceutyczne. Jest to oczywiście związane z tym, że są to asortymenty wysoko marżowe (wyprodukowanie jednej pigułki leku bez recepty, a tym bardziej suplementu diety to kwoty od 0,02 do kilkunastu groszy) i same koncerny mocno odczuwają jeśli jakiś produkt sprzedaje się w danym momencie trochę słabiej (wolumen sprzedaży spada, więc kasy na koncie jest mniej i to odczuwalnie). Presja marketingowa jest ogromna właśnie ze względów finansowych. Każda z tych firm, korporacji i podmiotów jako swój cel ma nie tyle pomoc potrzebującym, chorym i cierpiącym, a właśnie zysk. Dlatego kładą nam do głowy slogany, zachęcają melodyjką, śpiewają, stepują, a niedługo to i prawdopodobnie będą nam rozkazywać.


Wszystko dla twojego dobra… oczywiście!

Oczywistym jest, że w wielu, często uzasadnionych medycznie, przypadkach niezbędna jest dodatkowa suplementacja czy choćby doraźne uśnieżenie bólu, ale czy my czasami nie przesadzamy? Czy my nie ulegamy pewnym trendom, pewnym perswazjom? No i ostatecznie czy my się nad sobą nie pieścimy za bardzo?

Dochodzi do tego, że mamy pory roku na Specyfiki i Leki bez recepty na Katar (jesień i wiosna), specyfiki zimowe (witamina D3 [akurat na naszej szerokości geograficznej ważna], melatonina na dobry sen, bo światło w zimie sztuczne), na opalanie (lato). Szereg suplementów na oczy, na stawy, na trawienie, na odchudzanie (dużo!!!), na nadpobudliwość (meliski) i na brak aktywności… etc.

Można byłoby się zastanowić – Jak człowiek żył bez tego wszystkiego wcześniej?! Jak przetrwał tysiąclecia bez wyszukanej, zaawansowanej maszyny farmaceutyczno-marketingowej?! W ogóle jak żyli nasi dziadkowie jeszcze 50 lat temu na wsiach?! Jednym słowem: Jak K**a Żyć Panie Premierze?!

Czy aby nie przesadzamy z ilością zażywanych leków. źródło: Wikimedia

I jedynie, może, co niektóremu, trochę bardziej rozgarniętemu, albo, po prostu, trochę mniej ignorującemu wszelkie znaki na niebie i ziemi, przyjdzie do głowy pewna myśl… może ktoś tu mnie robi w wała? I drapiąc się po głowie poszuka jakiejś informacji, jakiegoś klucza, jakiejś odpowiedzi, na nurtujące go pytanie. No bo przecież, żyjemy w świecie globalnym, w świecie o powszechnym dostępie do informacji, no można byłoby nawet powiedzieć w erze globalnego oświecenia… choć nie do końca.

Atakuje mnie – weź „witaminę Cy” z Rutyną na grypę i jej oznaki – ale czy ktoś przez choćby chwilę pomyślał po co? Czy ja tego potrzebuje?

Przecież mówią – to wspomaga naturalną odporność organizmu – Ta jasne… Proszę dowody, fakty, badania!

Oczywiście pomijając rzadkie przesłanki medyczne, albo jakieś dziwne, skrajnie nieodpowiedzialne nawyki żywieniowe, całość witaminy C dostarczamy w nadmiarze do naszego organizmu wraz z pokarmem (zalecane 45-90 mg Wit. C dziennie, wg. wytycznych WHO) i niepotrzebna jest nam nadliczbowa suplementacja, chyba, że jesteśmy np. Triatlonistami na Syberii czy innej Antarktydzie, bo tylko dla osób uprawiających intensywnie sport w zimnym otoczeniu ma sens podawania większej dawki Witaminy C niż zalecana… Na to są konkretne wyniki badań[1][2], tyle, że jest to trochę niewygodne marketingowo nieprawdaż? Jeśli ktoś wykona choćby tyle pracy, aby sprawdzić podstawowe informację i wpisze hasło choćby w Wikipedię (a już nie daj Boże poszuka sensownych publikacji naukowych!) przeczyta tam, że : „Rutynowa suplementacja witaminą C nie redukuje prawdopodobieństwa zachorowania ani nasilenia przeziębienia w ogólnej populacji, ale może zredukować długość trwania choroby”. Ha Sk******y! Może, ale nie musi! Mamy kolejny cios… nie wiem czy bardziej boli nasza łatwowierność, czy obnażenie polityki marketingowej firmy, bo jednak większość osób w to wierzy.

Witamina C jest niedroga, bezpieczna, praktycznie idealna, aby sprzedawać ją masowo i zarabiać na niej krocie. No lepsza jest tylko woda butelkowana, ale o tym może innym razem.

Pusty śmiech wywołuje u mnie temat „leków” homeopatycznych… Poziom skuteczności tych leków jest na poziomie Placebo, a więc równie dobrze możemy pić po prostu wodę, ale poczekaj – no właśnie to pijemy gdy zażywamy taki lek! Słynne jest: „Oscillococcinum”, które zawiera ekstrakt z wątroby i serca kaczki berberyjskiej w rozcieńczeniu, uwaga, 1:10400. W bardzo luźnym przeliczeniu jeden atom na saszetkę preparatu, reszta to cukier. Generalnie dokładnie tak jak suplementy diety (choć te przedstawiają najczęściej jakieś wartości i często sprawdzone wyciągi widniejące w farmakopei).

Może to wszystko powinno wyglądać trochę inaczej… może produkcja leków (oczywiście tych prawdziwych) Powinna być Państwowa i tylko na użytek obywateli, w sposób darmowy, bez narzutów, marż, bez marketingu? Wszystko dla dobra ludzi i dla ich potrzeb, wspólnie dla dobra ogółu… ale moment tak już chyba próbowali robić nam dobrze przez cały PRL… No ale jeśli ograniczyć to tylko do farmacji? Mogłoby to wyjść!

Jednak zamiast poddawać się temu wariactwu lepiej czasami zatrzymać się, przyjrzeć, pomyśleć. Jesteśmy przekonani, że można inaczej dostarczyć te same składniki i substancje lecznicze, odżywiać się świadomie żyć higienicznie, uprawiać sport.

A może czasami rozsądniej Żreć trawę?

Dawno temu na starym blogu opisaliśmy kilka naturalnych, niestandardowych i już trochę zapomnianych źródeł składników odżywczych i witamin z uwzględnieniem witaminy C: Głóg, dzika róża Rokitnik zwyczajny. Posty w przyszłości przeniesiemy na tego bloga. Zwróciły one naszą uwagę właśnie ze względu na swoją powszechność, a zarazem skład. Czyli można? Można!

[1] K.A. Heimer, A.M. Hart, L.G. Martin, S. Rubio-Wallace. Examining the evidence for the use of vitamin C in the prophylaxis and treatment of the common cold. „Journal of the American Association of Nurse Practitioners”. 21 (5), s. 295–300, 2009.

[2] R.M. Douglas, H. Hemilä, E. Chalker, B. Treacy. Vitamin C for preventing and treating the common cold. „Cochrane Database of Systematic Reviews”, s. CD000980, 2007

Zostaw Komentarz