O kryzysie, wirusie i kwarantannie słów kilka. Jak żyć…

with Brak komentarzy

Drogi czytelniku czytać możesz to długo po tym jak owy kryzys się skończył, ale myśle, że przemyślenia odnośnie tej/takiej trudnej sytuacji są zgoła uniwersalne – a przynajmniej mam taką nadzieję. Tekst ten popełniłem na raty (o tym dlaczego w taki sposób będzie później), w ostatnim tygodniu marca i pierwszym tygodniu kwietnia 2020, gdy pandemia Koronawirusa szaleje w najlepsze, choć u nas w Polsce dopiero zaczynamy odczuwać poważny wymiar skutków naszych decyzji i decyzji władz, a liczby zakażonych i zmarłych dopiero raczkują (jestem tego pewny już teraz).


O trudzie dnia codziennego, samotności, kryzysach osobistych i społecznych w sytuacji ogólnopolskiej izolacji i kwarantanny będą pisać doktoraty i habilitacje – to pewne. Jednak w żadnym stopniu ułożenie wszystkich statystyk, pokazanie trendów czy wykresów, nie pokaże codziennych tragedii każdego z nas zmuszonych do siedzenia w domu w własną rodziną, czy samotnie z paczką chipsów i Netflixem… Każdy przeżywa swoje piekło.

Oczywiście ile byśmy nie żartowali, to sprawa jest poważna, bo chodzi o ludzkie życie. Choć wiem doskonale, że Ten patogen nie wykończy całej ludzkości (chyba, że zmutuje i jednak zginiemy w tłumie Zombie), to skutki kryzysu, izolacji i następstw ekonomicznych tego wszystkiego będą nam się odbijały czkawką jeszcze długo. W chwili obecnej (4 kwietnia) skali prawdziwej tragedii jeszcze nie widzimy i nie pojmujemy co nas jeszcze czeka, ale z relacji i informacji płynących z krajów gdzie to choróbsko “buja się” już w najlepsze, wiemy, że idzie czas znacznie trudniejszy niż przymusowy urlop przed telewizorem, bez możliwości wyjechania na grilla na działkę pod lasem.

Burdel, oczywiście, nie rozkłada się na świecie równomiernie, bo też i zachowanie różnych rządów i władz, czy też ich opieszałość, jest i była różna – od lekceważenia, poprzez: “wszyscy muszą to przechorować, więc nic nie róbmy”, po pozorowane: “jesteśmy w pełni przygotowani do walki”. Jednak wszystkich nas to, niezaprzeczalnie, czeka.

Spoglądając na Włochy, Hiszpanię czy USA widzimy, że zatykająca się służba zdrowia “nie wydala”, a władza już “nie ogarnia”, ludzie umierają w domach i szpitalach, a w sklepach brakuje papieru toaletowego…

Jest to oczywiście duże uproszczenie, bo brakuje też sprzętu medycznego (respiratory i łóżka, zestawów do kroplówek, etc.), maseczek, żeli dezynfekcyjnych, rękawiczek i kombinezonów, a z regałów sklepowych znikają rzeczy z długim terminem ważności. Surwiwalowcy “czują krew” i oczekują knując kolejne wizje końca świata, Bushcraftowcy zastanawiają się gdzie się wyniosą w głuszę lub wręcz przygotowują szałas w leśnej ostoi, a Prepersi mówią swoje “a nie mówiłem” i się cieszą jak pies wegetarian, który dostał plaster podwawelskiej i prezentują swoje zapasy niczym dawni cinkciarze towar spod pazuchy. Zwolennicy teorii spiskowych mają używanie (bo raptem antyszczepionkowcy milczą), fora wrzą, memy idą w Internety – przynajmniej tam gdzie jeszcze nie jest zbyt poważnie.

Niezaprzeczalnym pozytywem sytuacji jest wzrost inicjatyw oddolnych. Akcje pomocowe i samopomocowe, zbiórki, wymiana dobrami, wiedzą i dobrym słowem wzrasta każdego dnia. Szycie maseczek kombinezonów, drukowanie przyłbic i gogli w drukarkach 3D, wożenie przepracowanej służbie zdrowia posiłków, robienie zakupów starszym, aby sami nie musieli chodzić i narażać się po sklepach. Solidarność, współczucie i myśl o innych.

Zwykłe życie toczy się, i powinno toczyć, w miarę normalnie dalej wraz z zachowaniem maksymalnej ostrożności. Bo gospodarka, bo coś robić trzeba, bo kazali, bo trzeba zarabiać i coś do garnka włożyć. Wszystko się skomplikowało. Nie ma szkół, nie ma przedszkoli i żłobków, więc trzeba spędzać czas z własnymi dziećmi (o zgrozo! i ich słuchać!), nie ma nawet gdzie uciec, bo praca w trybie home office lub siedzi się po prostu w domu. Nie możesz komuś zapłacić, aby zabrał na chwilę dzieci od ciebie, bo nie! Idąc na fajkę na balkon masz żonę za plecami, a dzieciaki z braku aktywności fizycznej zrobiły tor i zap…ją do wrzeszcząc wniebogłosy już przez trzecią godzinę z rzędu… rozpadasz się wewnętrznie. Łapiesz chwilę dla siebie dopiero jak wszyscy idą spać, masz tak około pół godziny, może trochę więcej. Planujesz kolejny dzień.

I tu przydługim i pokrętnym wstępem dochodzimy do sedna sprawy – większość ludzi, z którymi rozmawiam uważa, że ten obecny czas to utrudnienie, czas przejściowy, chwilowy kryzys, który pokonamy (bo przecież zaraz będzie szczepionka)… Jednak ile, to jest to “zaraz”? No właśnie to może trwać i to sporo. Prawdopodobnie z przerwami od 0,5 do 1,5 roku, po którym już nic może nie być takie samo.

Jak będzie źle, to zniknie co dziesiąta osoba, którą znamy i to nie tylko ludzie starsi lub chorzy, będą problemy z gospodarką, a więc i z zatrudnieniem, czyli także z zarobkami wielu osób. Już mówi się o tym, że może być kryzys żywnościowy w niektórych regionach, a nie będę wspominał o dobrach luksusowych (choć one wyprodukowane, obecnie w nadmiarze, zapychają magazyny, bo ludzie niepewni jutra oszczędzają). I to jest ten potwór czający się jeszcze za rogiem całej sytuacji.

O co powinnyśmy zadbać w tej sytuacji? Co w ogóle możemy zrobić?

Zabezpieczyć podstawowe potrzeby życiowe – tak wiem truizm. Trzeba rozważyć, co jest w tej sytuacji najważniejsze i podjąć zdecydowane kroki.

CDN.

Zostaw Komentarz