O Survivalu słów kilka cz. II

with Brak komentarzy

Przeniesiony z poprzedniego bloga – post z 29-06-2015

 

Witajcie.

Dyskusje między mną a Fabianem na tematy przetrwania (i nie tylko) trwają stale i często są dość, powiedzmy to… burzliwe. Różne doświadczenia, podejścia czy kontekst sprawiają, iż już teraz wiemy, że ta wymiana poglądów zaowocuje wieloma artykułami. Nie zabraknie, zapewne, także postów dyskusyjnych, w którym na bieżąco będziemy się konfrontować, nieomal na waszych oczach.

Ale do sedna, miało być o survivalu.

Przykładowy zestaw survivalowy
Przykładowy zestaw survivalowy. źródło: Peet Sneekes/photo on flickr

Co zrobić gdy wdepnie się nieoczekiwanie w wielką, śliską surwiwalową… niespodziankę? Nie mówię tu, oczywiście, o nagłym pragnieniu w centrum handlowym pełnym sklepów, mówię tu raczej o jakiegoś rodzaju sytuacji nadzwyczajnej.

Chwilowo pominiemy kwestie burzy słonecznej o niespotykanym natężeniu, upadku asteroidy, zombie apokalipsy czy też pandemii jakiejś choroby o dużej śmiertelności (choć kiedyś pewnie i te tematy rozwiniemy) i skupimy się na czymś, bardziej przyziemnym.

Kataklizmy takie jak powódź, huragan (u nas orkan), trzęsienie ziemi, trąba powietrzna czy gradobicie kulami wielkości kurzych jaj to oczywiście rzadkość w Polsce, ale nie rzecz niemożliwa. Tak, nawet trzęsienia ziemi! Każdy jest świadomy tego, że może zdarzyć na naszych, polskich ziemiach powódź (choć dla niektórych zdziwieniem jest fakt powodzi np w Gdańsku w 2001 roku, w której zginęły 4 osoby [1]), ale trzęsienia ziemi dla większości to jakaś egzotyka. Niemniej jednak w Polsce zdarzają się także i one, choć przeważnie nie o takiej sile jak na terenach aktywnych sejsmicznie [2]. Jednak wystarczy przejrzeć odmęty internetu, aby się zorientować, iż są przesłanki ku temu, że dochodziło u nas do poważnych w skutki wstrząsów w przeszłości (odsyłam do wiki).

Wszelkiego rodzaju katastrofy naturalne zazwyczaj powodują duże straty i rozciągają się na znaczny obszar (powodzie, huragany, wybuchy wulkanów etc.). Trzeba tutaj jeszcze wyszczególnić zakażania (epidemie – ludzkie, epizootie – zwierzęce, epifitozy – roślinne). Każdy jest świadomy powagi zagrożenia wynikającego z silnie zakaźnej, śmiertelnej choroby, bo jest to bezpośrednie zagrożenie dla życia człowieka, a nawet wszystkich ludzi na ziemi, ale najczęściej bagatelizowane jest zagrożenie wynikające z chorób zwierzęcych i roślinnych. Wyobraźmy sobie wielki pomór trzody chlewnej albo upraw zbóż… słabe prawda?! Nawet najgorszy wróżbita zrozumie, że krótkim okresie czasu mamy do czynienia z głodem i kryzysem światowym, ale szerzej o tym w przyszłości.

Zestawienie zagrożeń czasu pokoju na podstawie [2][4][5]
Zestawienie zagrożeń czasu pokoju na podstawie [2][4][5]. źródło: własne

Mogą wydarzyć się także inne sytuacje, które nie maja podłoża naturalnego, a które w mgnieniu oka mogą spowodować potrzebę wykorzystania umiejętności czy wiedzy z zakresu przetrwania. Chodzi tu oczywiście o pożary i wybuchy miejskie, wypadki i katastrofy komunikacyjne, skażenia i wycieki niebezpiecznych substancji, katastrofy przemysłowe i budowlane, długofalowe zakłócenia porządku publicznego i terroryzm, długotrwałe awarie dostaw (prądu, paliw, wody, jedzenia), wojny, konflikty, zamieszki etc. Większość z tych zdarzeń ma charakter okresowy, przejściowy, a pomoc do rejonu objętego zdarzeniem napływa pomoc i środki z całego kraju, nawet z zagranicy… hola, hola, a co powiecie o Ukrainie i obszarze, który jest tam objęty wojną? Brakuje podstawowych środków higienicznych, wody i jedzenia. Środek Europy.

Wracając do tematu. Zwłaszcza te ostatnie mogą obejmować duże obszary i stwarzają najwięcej sytuacji, w których niezbędne mogą się okazać umiejętności przetrwania, walki i ukrywania się, co najlepiej widać właśnie w konflikcie na wschodzie.

Zniszczenia wojenne. Kolonia po bombardowaniu w 1945 roku, źródło: wikimedia.org

Częstsze i bardziej możliwe są nasze małe apokalipsy. Zagubienie w lesie na krótkiej przechadzce, czy źle obliczona ilość paliwa w baku na odludziu mogą spowodować, że nerwowy uśmieszek pojawi się nawet u najbardziej spokojnej osoby. Większość z nas nie posiada przecież zazwyczaj przy sobie jakiegoś dodatkowego zapasu wody i jadła, nie wspominając już o podstawowych narzędziach przetrwania. Nie posiada, choć powinna.

Czasami przyjdzie wykorzystać, jako narzędzie, taką starą beczkę; źródło: Aleks Dorohovich/unsplash

Gdy już się coś wydarzy:

  • po pierwsze: bez paniki, ona, podobno, zabija najszybciej!
  • po drugie: włącz myślenie! Brak myślenia i wyobraźni także potrafi być śmiertelny (najlepiej udowadniają to bohaterowie niektórych filmów dostępnych w sieci).

Gdy opadnie już trochę pierwsza fala stresu wywołana niespodzianką zaczniemy analizować swoją sytuacje. Lepiej spojrzeć na nią chłodnym okiem, bez nadmiernego optymizmu, ale i pesymizmu. To bardzo ważne ze względów oczywistych. Zbytni optymizm może spowodować, iż niedoszacujemy naszych sił czy zapasów i może ich nam najzwyczajniej zabraknąć, aby dotrzeć do celu. Przesadny pesymizm może zawczasu podciąć nam skrzydła, a niskie morale spowodować, iż nie będziemy chcieli podjąć trudu walki o przetrwanie.

Gdy już określimy głębokość dziury, z której musimy się wygrzebać i ewentualną drogę do cywilizacji trzeba wiedzieć, że nawet jeśli nie mamy ze sobą nic, to bez jedzenia i wody nie umiera się od razu. Źródła mówią zazwyczaj o tym, że bez jedzenia człowiek wytrzymuje około dwóch/trzech tygodni, a bez wody jedynie około 3-4 dni. Mowa jest oczywiście o czasie standaryzowanym, uśrednionym. Jest wiele medycznie udowodnionych przypadków, w których ten czas bezproblemowo przekroczono [6]. Jednak nie oszukujmy się… nie mamy super mocy i, mierząc siły na zamiary, ustalmy z góry swoje możliwości.

Ilość czasu jaki mamy bez pożywiania się i uzupełniania płynów zależy o wielu czynników osobniczych, takich jak:

  • pora roku i klimat
  • waga
  • płeć
  • obecne zaspokojenie potrzeb organizmu
  • zapotrzebowanie energetyczne organizmu
  • warunki zewnętrzne
  • ubrania i sprzęt jakim dysponujemy
  • etc.

Ostatecznie należy skupić się więc na tym, co może wykończyć nas szybciej – czyli brak wody. Jak już pisał wcześniej Fabian: “gdy już odczuwamy pragnienie, to znaczy, że już jesteśmy odwodnieni”. Nie mamy więc wiele czasu do momentu gdy odczujemy pierwsze poważne skutki odwodnienia. Dlatego najważniejsze jest to, aby uzupełniać płyny. Ja osobiście uważam, że czasami można trochę zaryzykować jeśli wiemy, że zgubiliśmy się stosunkowo niedaleko cywilizacji i akcja ratunkowa prawdopodobnie już za nami ruszyła, albo lada chwila ruszy. W najgorszym przypadku, picie niepewnej wody, zakończy się problemami żołądkowo-jelitowymi, jednak daje nam to trochę dodatkowego czasu (kilka godzin do dwóch dni), który powinniśmy wykorzystać na znalezienie drogi do domu [7]. Pijemy taką wodę tylko wtedy jeśli nie mamy możliwości jej oczyszczenia, a jej jedyne dostępne źródło jest niepewne.

Niektórzy z was powiedzieliby, że to zbytnie ryzyko, może i tak… ja jednak jestem głęboko przekonany o słuszności tej tezy. Wielokrotnie w dzieciństwie wraz z bratem i kolegami piliśmy wodę ze strumyka, w którym pływały cierniki i znajdowaliśmy chruściki na ryby i jakoś nikt z nas później nie chorował. Mieszkaliśmy na równinie, ciek wodny był pomiędzy polami, przepływał w okolicy kilku miejscowości, do lasku wstęp mieli i ludzie i zwierzęta… a my żyjemy pomimo tego, że woda nie była uzdatniania.

W temacie:

  1. O Survivalu słów kilka cz. I
  2.  

Literatura:

[1] Wielka woda w Gdańsku – opis powodzi z 2001 roku

[2] Trzęsienia ziemi – teren polski (wg współrzędnych) – portal o zdarzeniach sejsmicznych

[3] Podział Katastrof – Dział Ratownictwa Instytut Północny

[4] Zagrożenia okresowe w Polsce opracowanie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa

[5] Siatka Bezpieczeństwa – Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Szczecinku

[6] Granice ludzkich możliwości – artykuł BBC

[7] Zakażenia pokarmowe, biegunka podróżnych – ośrodek szczepień

Zostaw Komentarz